Rynek Starego Miasta

Rynek Starego Miasta to centralny punkt Starej Warszawy, a dziś rejonu MSI Stare Miasto w dzielnicy Śródmieście. To także centralny punkt jedynego w Warszawie obszaru wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Jak się więc domyślacie, z punktu widzenia turysty, jest tu co oglądać.

Myśląc o Rynku jako atrakcji turystycznej, w pierwszej chwili rysuje nam się w głowie obraz zabytkowych kamienic, a następnie postać Syreny, która spogląda na przechodniów z granitowego cokołu. Nasze rynkowe top 3 zamyka Muzeum Warszawy, zajmujące całą północną pierzeję, tzw. stronę Dekerta. Rynek Starego Miasta ma jednak do zaoferowania znacznie więcej. Co ciekawe, rozmawiając ze znajomymi, którzy mieszkają w Warszawie od kilkudziesięciu lat, dostrzegamy że nawet oni nie mają świadomości atrakcji, które znajdują się na tym najstarszym placu miejskim.

Zanim wybierzecie się na spacer po Rynku, zachęcamy do zapoznania się z jego historią.

Obejdźmy zatem Rynek Starego Miasta dookoła i sprawdźmy, co ciekawego mieści się w tych kamienicach. Zacznijmy od strony południowej, czyli…

Strona Zakrzewskiego

Dawniej zwano ją stroną zamkową, ale w 1916 otrzymała swojego patrona – Ignacego Wyssogotę-Zakrzewskiego, prezydenta Warszawy z okresu Sejmu Czteroletniego, a także uczestnika insurekcji kościuszkowskiej. Po tej stronie znajdują się kamienice Rynkowe o numeracji 1 – 13, aczkolwiek pierwsza w szeregu od lewej stoi kamienica przypisana do adresu Jezuicka 1/3.

DSC02312

Kiedyś była to jedna z kamienic rynkowych, ale na początku XVIII wieku właściciel podarował ją jezuitom, którzy w swych rękach skupiali już większość posesji na tyłach strony południowej. Rzeczoną kamienicę scalili z pozostałymi od strony ulicy Jezuickiej i tak powstało kolegium jezuickie ze szkołą, biblioteką oraz drukarnią. Z okresu przebudowy pochodzi zdobiony kolumnami kamienny portal, zaś w kamienicy mieści się przyzwoita restauracja Bistro Warszawa.

Właścicielami sąsiedniej kamienicy nr 1 byli kolejno przedstawiciele znamienitych rodów warszawskich: Walbachowie, Gizowie, a potem Andrychowiczowie. Bardzo podoba nam się jej renesansowy styl i detale: złocone boniowanie i obramienia okien, kamienny portal zwieńczony kulą oraz sgraffito o tematyce morskiej. Szczyt latarni wieńczy róża wiatrów z syreną, a raczej syreno-potworem, gdyż tak pierwotnie prezentowała się nasza syrenka na zachowanych dokumentach z pieczęcią książąt warszawskich. Gdyby naszła nas ochota na kawę to można wejść do środka kamienicy – mieści się tu sympatyczna kawiarnia Café Keks.

Następny dom z nr 3 posiada piękną polichromię nawiązującą do profesji najsłynniejszego z właścicieli tego domu – Jerzego Juchta, który był cyrulikiem królewskim. Co ciekawe cyrulik był profesją, która łączyła w sobie fryzjera i… felczera (dziś powiedzielibyśmy lekarza pierwszego kontaktu :)). Warto też zwrócić uwagę na oryginalne portale z piaskowca, które zachowały się w przyziemiu.

Nr 5 zwany jest kamienicą pod Bazyliszkiem, ale miano to zyskał dopiero po wojnie, gdy zawieszono tu dzieło kowalstwa artystycznego, przedstawiające słynnego stwora zamieniającego spojrzeniem w kamień. Swoją drogą to jedna z najsłynniejszych legend warszawskich. Nie dziwi więc, że restauracja Bazyliszek, która mieści się w kamienicy jest jedną z najbardziej obleganych na całym Starym Mieście. Co do samego budynku, to posiada ciekawą szatę klasycystyczną z rzeźbionym portretem nieustalonego bliżej mężczyzny.

Jej sąsiadka pod nr 7 to kamienica zwana Złocistą. W stylu późnego renesansu, który nadał jej ówczesny właściciel – Stanisław Baryczko (wójt i burmistrz miasta; należał do jednego z najbogatszych rodów Warszawy). Złocony kamienny portal odtworzono po wojnie, zaś w kracie nadświetla znajduje się gmerk rodowy i inicjały tego zacnego właściciela (“S.B.”).

Sąsiadka z numerem 9 wyróżnia się sgraffito o tematyce zwierzęcej. Widać kunę, lisa, dzika, żubra i niedźwiedzia, a poniżej nich pieją dźwięcznie koguty. Mamy tu zatem odwzierciedlenie polskiej puszczy, być może prastarej Mazowieckiej, która niegdyś rozciągała się wokół miasta.

Przedostatnia w rzędzie (nr 11) prezentuje styl klasycyzmu, a dekorowana jest stiukowymi maskami, girlandami i zwisami. W jej wnętrzu znajduje się sklep i pracownia bursztynu – Art Gallery Amber, gdzie można nabyć niesamowite wyroby z tego ‘polskiego złota’.

Zaś sam koniec tej pierzeji, zamyka bodaj najpiękniejsza kamienica po tej stronie Rynku (nr 13). Na fasadzie budynku odrestaurowana, ale jakże cenna, bo jedyna przedwojenna polichromia, malowana w roku 1928 przez Zofię Stryjeńską. Naroże budynku na wysokości piętra zdobi złocony lew, a jego gzyms poniżej asymetrycznego szczytu, rzygacz plujący deszczówką. Jakby tego było mało to w środku zachowały się gotyckie elementy wystroju kamienicy. Za tą kamienicą otwarcie na ulice: Świętojańską i Zapiecek, a prostopadle do niej…

Strona Kołłątaja

Ograniczona ulicami Zapiecek i Wąski Dunaj. Jej kamienice posiadają numerację od 15 do 31. Strona ta nazywana niegdyś zachodnią lub lewą, dziś zwie się stroną Hugo Kołłątaja – wielkiego polityka i filozofa. Ten mąż stanu był współtwórcą Konstytucji 3 Maja. Nadanie tej stronie jego imienia nie jest przypadkowe, bowiem mieszkał on i zmarł w jednej z tych kamienic.

DSC02303

Pierwsza kamienica pod nr 15 niegdyś Simonettich się zwała. Obecnie to budynek odbudowany po zniszczeniach wojennych z przeznaczeniem na siedzibę Poczty Polskiej, czego dowodem symbol trąbki na kamiennym obramieniu portalu. Fasada tego budynku została znacznie zmieniona względem przedwojennego stanu. Wcześniej naroże było ścięte, a dziś jest tu wcięcie do wysokości pierwszego piętra. Przyznać należy jednak, że prezentuje się ono bardzo okazale. Zdobione jest pięknie wykonanym zegarem z motywem słońca. Nieco niżej data 1953 – wykonania zegara oraz czasu kiedy odbudowano Rynek Starego Miasta, czego potwierdzeniem kamienna tablica wmurowana w naroże. Wcięcie to wieńczy maszkaron trzymający w zębach dzwonek. Dopełnieniem uroku tej kamienicy jest zdobne sgraffito wyobrażające pegazy oraz warszawskie Syreny.

Obok pod nr 17, druga z kamienic odbudowana ze znaczącymi zmianami. Przed wojną miała piękną klasycystyczną fasadę krytą polichromią, loggię na ostatnim piętrze oraz wielki sklepowy otwór w przyziemiu. Dziś fasada znacznie skromniejsza, choć szczęśliwie odtworzono płaskorzeźbiony fryz przedstawiający wesoły pochód bachiczny. Oryginaly fryz przypisuje się Pawłowi Malińskiemu, znanemu w Warszawie z wielu innych prac. Nie zmieniło się natomiast przeznaczenie kamienicy, która w dalszym ciągu mieści aptekę, czego dowodem kuta wywieszka z Eskulapem.

Przy jej sąsiadce z nr 19 zatrzymajmy się na dłuższy moment. Ta kamienica od początku swego istnienia należała do wójta miasta Warszawy i była dziedziczona przez jego następców. Gdy urząd wójta został wykupiony przez miasto, ratusz warszawski jako właściciel dzierżawił ją najemcom, aż do wieku XIX. Zanim jednak urząd Ławy, na której czele stał wójt przeniósł się w wieku XVIII do Ratusza to przez kilkaset lat odbywały się w tej kamienicy sądy ławnicze, gdzie sądzono przestępstwa karne. Stoimy zatem przed pierwszym sądem miejskim w Warszawie! Nie dziwi zatem, że z kolejnymi przebudowami związane są takie nazwiska architektów jak Konstanty Tencalla czy Józef Szymon Bellotti. Prawdopodobnie jej przeznaczenie przyświecało twórcom sgraffito przedstawiającemu alegorie Pokoju i Sprawiedliwości.

Numery 21 i 21a miały przez pewien okres wspólny numer i historię, pozostając od XVII wieku w rękach tych samych właścicieli. Dziś na powrót są to oddzielne kamienice (choć połączone wraz z nr 19 na wysokości piętra). W każdym razie pod nr 21 znajdują się pozostałości dwóch gotyckich portali ukazujące historię przebudowy tego domu. Ten wyżej powstał wcześniej, gdy dom był zapewne jednotraktowy i jednopiętrowy (ale jakże wysokie miał to piętro), drugi zaś podczas przebudowy, gdy dom podwyższono, jednocześnie skracając wysokość parteru. Są to zabytki niesamowite, biorąc pod uwagę fakt, jak niewiele gotyckiej architektury zachowało się w Warszawie do czasów nam obecnych. Stosunkowo niedawno zostało otwarte tu Muzeum Świat Iluzji, choć w tym wypadku mówimy raczej o miejscu pełnym atrakcji, niż placówce muzealnej.

W domu pod nr 21a mieszkał i zmarł Hugo Kołłątaj, od którego wzięła nazwę cała strona rynkowa. Z cennych elementów architektonicznych warto spojrzeć na portal zwieńczony złotą kulą. Po jego lewej stronie kamienna rzeźba lwa z tarczą. Całości dopełnia pokrywające fasadę sgraffito (jego elementem wizerunek Kołłątaja między środkowymi oknami 1 i 2 piętra).

Dwie kolejne kamienice już jakby mniej zdobne, choć na pewno rzuca się w oczy oddzielająca je wysoka skarpa. Mają kamienne portale zwieńczone złoconymi kulami i bogato zdobione kraty w nadświetlach. Pozbawione są jednak dekoracji sztukatorskiej, nie licząc płaskorzeźby z owocami i sowami nad oknami parteru domu o numerze 25.

Numer 27 to kamienica Fukierowska, jakby dla równowagi względem poprzednich domów, zdobiona przepiękną klasycystyczną fasadą, która przed odbudową przypisywana była Szymonowi Bogumiłowi Zugowi. Kamienica od 1810 w posiadaniu rodziny Fukierów, słynnych handlarzy winem, którym zawdzięcza swą nazwę. Do nich nawiązuje fasada: płaskorzeźbione zwisy owocowo-kwiatowe, gałązki winnego grona, medaliony w rozetach. Kamienny portal zdobiący wejście posiada w kluczu dwie lilie, będące herbem rodowym, oraz literę F, której znaczenia już się pewnie domyślacie. We wnętrzu tej kamienicy znajduje się znana restauracja “U Fukiera”, która w roku 2019 została wyróżniona przez słynny kuliarny przewodnik Gault&Millau. Kamienica ta wyróżnia się jeszcze jedną rzeczą. Jako jedyna poza kamienicami strony północnej ma zachowaną oficynę boczną, łączącą dom frontowy z budynkiem na tyłach działki (dziś adres przyporządkowany ul. Piwnej). Oficyna ta po wojnie odtworzona została w postaci krużganków, w nawiązaniu do postaci XVIII-wiecznej.

Tuż obok kamienica pod nr 29, która może poszczycić się jeszcze znakomitszymi właścicielami, bowiem przez dziesięciolecia zamieszkiwał ją patrycjuszowski ród Gizów. Dziś choć nieco skromniejsza niż jej dwie sąsiadki to posiada ciekawą polichromię przedstawiająca martwą naturę. Przepych być może nie idzie w parze z powagą pracy jaką zajmują się ludzie tu przebywający na codzień. Otóż jest to siedziba Instytutu Historycznego Polskiej Akademii Nauk im. Tadeusza Manteuffla. Tutaj wybitni historycy zajmują się badaniami historii naszego kraju od czasów średniowiecza do współczesności.

Ostatnia zaś po tej stronie uznawana przez wielu za najpiękniejszą na Rynku (nr 31) – kamienica pod św. Anną, zwana przez setki lat (mylnie zresztą) kamienicą książąt mazowieckich. Fasada oraz ściana boczna kamienicy wyszły z zawieruchy wojennej w dość dobrym stanie, dzięki czemu ocalały wspaniałe zdobienia. To przepiękny późnorenesansowy portal (z pewnością najwspanialszy zdobiący Rynek Starego Miasta) oraz gotycka figura św. Anny Samotrzeć we wnęce naroża, tuż nad okazałą skarpą. Figura ta datowana jest na początek XVI wieku. To jednak nie są najstarsze pamiątki z historii tej kamienicy, bowiem wystarczy spojrzeć na ścianę boczną budynku, od strony ul. Wąski Dunaj. Oczom naszym ukarze się gotycka ściana, będąca ścianą boczną pierwszego murowanego domu wzniesionego w tym miejscu, w połowie XV wieku. To nie koniec niespodzianek, ponieważ na tej samej ścianie znajduje się zdobiony wykusz, dobudowany tutaj w wieku XVII, gdy cała kamienica otrzymała swój renesansowy wygląd. Za nią już, z naroża Rynku odchodzą dwie ulice: Wąski Dunaj i Nowomiejska, zaś kolejna strona rynkowa to:

Strona Dekerta

Strona ta jest wyjątkowa z kilku względów. Kiedyś nazywana była miejską, bo była najważniejszą z czterech stron. Stały tu pręgierz i kuna, gdzie karano przestępców. Przed II wojną światową kamienice po tej stronie wzmocniono żelbetowymi stropami, co pozwoliło im przetrwać walki powstania warszawskiego.

Dziś cała ta strona, od ul. Nowomiejskiej do ul. Krzywe Koło, poddana gruntownej modernizacji w latach 2018-19, jest siedzibą Muzeum Warszawy. Muzeum bardzo nietypowe, bo z jednej strony same kamienice stanowią pewnego rodzaju skansen: od gotyckich piwnic po renesansowe, barokowe i klasycystyczne fasady. Z drugiej strony mnogość eksponatów oraz ich urok, czyni wizytę w muzeum konieczną podczas wizytacji Warszawy. To jednak temat na odrębny artykuł… Przejdźmy zatem do samych kamienic.

DSC02305

W kamienicy nr 42, pierwszej od ul. Nowomiejskiej, mieści się dziś wejście do rzeczonego Muzeum Warszawy. Przez lata dom był w posiadaniu rodu Montelupich, których przedstawiciele byli poczmistrzami królewskimi i to ich duża zasługa w organizacji insytutcji poczty na terenie kraju. Po ostatniej renowacji otrzymała granatowo-szary kolor fasady, zachowując renesansowy wygląd.

Sąsiadka z nr 40 również swego czasu związana z rodziną Montelupich, a poza nimi z Piotrem Riaucourtem – słynnym bankierem. Dziś zdobi ją sgraffito z motywami natury (zwierzęta, rośliny) oraz putta. Abstrahując od tego, że kamienica zaadaptowana jest na część muzeum, to dodatkowo w środku wmurowano fragment gotyckiego muru z malowidłem, przeniesiony z kamienicy rynkowej o numerze 17.

To co od razu rzuca się w oczy w kolejnym budynku (nr 38) to portal wejściowy. Masywny, zdobiony, pochodzi z II połowy XVII wieku, gdy właścicielem kamienicy był Piotr Talenti – sekretarz królewski. Oprócz pięknie zdobionej kutej kraty w nadświetlu, portal posiada jeszcze zwieńczenie w postaci herbu rodowego Talentich z wyrytą datą “1663”, najpewniej przebudowy całej kamienicy.

Kamienica “pod Murzynkiem” (ciekawe jak długo utrzyma się ta historyczna nazwa :)) posiada nr porządkowy 36. Jest to w naszej opinii jedna z najpiękniejszych kamienic rynkowych, a to dzięki wspaniałej manierystycznej fasadzie. Dom swoją nazwę zawdzięcza rzeźbionej głowie przybysza z Afryki umieszczonej pod środkowym oknem pierwszego piętra. Portal wejściowy mógłby konkurować urokiem z tym w kamienicy pod św. Anną. Właścicielami tej kamienicy byli w przeszłości przedstawiciele takich rodów jak: Baryczkowie, Kleinpoldtowie, Dzianottowie, Ginterowie, czyli najbogatsze i najbardziej wpływowi mieszczanie w Warszawie. Jest to pierwsza z trzech kolejnych kamienic, które już w roku 1938 magistrat miejski wykupił z przeznaczeniem na muzeum miejskie. Jednocześnie to najwyższa kamienica na Rynku.

Następna, z nr 34 przykuwa uwagę dzięki nietypowemu zwieńczeniu fasady. Jest to ściana osłonowa z łukiem, która w XVIII wieku zastąpiła attykę. Całość utrzymana w stylu renesansu.

Tuż obok Kamienica Baryczkowska (nr 32), która została zbudowana już w I połowie XV wieku przez Pielgrzymów – rodzinę pierwszych wójtów warszawskich. Wygląd tej kamienicy odpowiada dokładnie temu z roku 1633, gdy Wojciech Baryczko, rajca, sekretarz i owiesny królewski z rozmachem zrealizował jej przebudowę. Fakt ten upamiętnia bardzo wiernie odtworzona tablica w języku łacińskim zawierająca rodowód genealogiczny Baryczków (oryginał, a raczej to co z niego zostało wisi w sieni tej kamienicy). Piękno tej manierystycznej fasady dopełniają: attyka (jedna z nielicznych zachowanych na Starym Mieście) oraz kolejny już zdobiony portal, a w nim oryginalne XVI-wieczne kute drzwi.

Przedostatnia w rzędzie (nr 30), a zarazem druga pod względem wysokości, zwieńczona jest sterczyną w postaci kwiatu (co ciężko dostrzec z poziomu Rynku). Nie powinno natomiast stwarzać problemu rozpoznanie atrybutów rzemiosł, które są głównym tematem powojennego sgraffito. Oryginalny jest tu XVII-wieczny portal zwieńczony gmerkiem – ukoronowanym sercem, oraz krata w nadświetlu.

Jak w przypadku dwóch pierwszych stron i tutaj ostatnia z kamienic (nr 28) w rzędze wyróżnia się najmocniej. To za sprawą pięknej attyki z grupą rzeźb religijnych (odtworzonych po wojnie). Po środku, na cokole z datą 1643 stoi Matka Boska, a po jej bokach św. Stanisław biskup i św. Elżbieta. Za nią już ulica Krzywe Koło oraz prowadzące w dół skarpy Kamienne Schodki.

Strona Barssa

Nasz spacer wokół Rynku kończymy na stronie Barssa. Franciszek Barss wraz z Janem Dekertem, patronem poprzedniej pierzei, byli najbardziej zagorzałymi bojownikami o prawa miast w okresie Sejmu Czteroletniego.

Niegdyś działki kamienic tej strony dochodziły aż do murów miejskich, za którymi była skarpa i Wisła płynąca u jej podnóża. Z czasem gdy zaczęto zabudowywać uliczki przymurne, a Wisła oddalała się od skarpy, posesje rynkowe po stronie Barssa zaczęto “przerzucać nad murem” zabudowując jednocześnie tereny za murem.

W trakcie II wojny światowej ta strona Rynku została uszkodzona najbardziej. Ostały się tylko trzy portale wejściowe. Pierzeja położona jest między uliczkami Kamienne Schodki oraz Celną. Kamienice mają tu numery porządkowe od 2 do 26.

DSC02315

Pierwsza kamienica narożna przy Kamiennych Schodkach posiada nr 26 i powstała w wyniku połączenia dwóch węższych kamienic pod koniec XVIII wieku. Pomiędzy parterem, a piętrem znajduje się słabo już dziś widoczne sgraffito z motywami natury. W środku kamienicy mieści się chętnie odwiedzana restauracja z kuchnią polską, o nazwie, jakżeby inaczej – Kamienne Schodki.

Pod nr 24 znajduje się jedna z wyższych kamienic rynkowych. Ma piękne zdobienia w postaci złoconych profilowanych okien, zarówno parteru jak i wyższych kondygnacji. Dodatkowo bardzo ciekawy boniowany portal z kluczem zwieńczonym kulą (również złoconą) oraz oryginalną kutą kratą. Pod koniec XVIII w swoją drukarnię posiadał tu Piotr Dufour, księgarz sprowadzony z francuskiej Sorbony przez ks. Czartoryskiego. Na fasadzie zawisła po wojnie tablica ku czci księgarzy zamordowanych w trakcie okupacji. Dziś natomiast swoją siedzibę ma tu Klub Księgarza. Miejsce, w którym organizowane są promocje książek i spotkania z autorami.

Nr 22 to kamienica Dzianotowska, ale bardziej znana jako kamienica pod Fortuną. Obie nazwy utrwalone za czasów tego samego właściciela – Jakuba Gianottiego, serwitora królewskiego. Odbudowana z jego inicjatywy miała bardzo bogato zdobioną fasadę z personifikacją Fortuny (wiek XVII). W połowie wieku XVIII mieszkali i pracowali tu inni bardzo wybitni i zasłużeni dla polskiej sztuki panowie. Mowa o Łukaszu Smuglewiczu i Szymonie Czechowiczu, których prace bez problemu odnajdziecie w największych muzeach naszego kraju. Nie mogło zabraknąć tablicy pamiątkowej informującej o pierwszej szkole malarstwa polskiego, którą właśnie w tym miejscu prowadzili. Obecnie na kamienicy znów widoczna Fortuna oraz płody rolne wymalowane na fryzach między kondygnacjami.

Sąsiednią kamienicę pod nr 20 wyróżniają dwa kamienne portale zwieńczone złoconymi kulami. Ponadto prawy portal z gmerkiem rodowym (to nie są rogi Baratheonów :)). Kamienica przez długi okres należała do Balcera Gizy – patrycjusza, burmistrza i bardzo bogatego kupca. Z okresu wcześniejszego zachowała się częściowo gotycka ściana fasady i obramienie okna. Jak już pewnie wiecie to wybitny zabytek, jako że niewiele gotyku nam się na Starym Mieście zachowało. Warto również wejść do środka kamienicy. Po pierwsze jest tam kilka ciekawych elementów gotyckich, a po drugie i co najważniejsze, mieści się tam Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza. Założone w roku 1952, posiada bogatą kolekcję pamiątek. Nie tylko po tym wieszczu narodowym, ale i po pozostałych polskich wieszczach i wybitnych pisarzach.

Zresztą muzeum ma tak bogatą kolekcję pamiątek, że zajmuje również i sąsiednią kamienicę z nr 18, Orlemusowską zwaną, od nazwiska burmistrza miejskiego (przybyłego tu z Niderlandów). Widać od razu wpływy baroku na fasadzie: zwieńczona przyczółkiem z dwoma tarczami złączonymi muszlą, plus liściasta girlanda i maszkaron. Na szczycie kamienne putto, a po bokach wazony. To wszystko dopieszczone malowidłami przedstawiającymi girlandy ze wstęgami. Naprawdę stylowo ozdobiona kamienica. Poza wspomnianym muzeum, które połączone na piętrach z budynkiem nr 20, znajduje się tu przyjemna restauracja o nazwie “Romantyczna”.

O numerze 16 powiedzieć coś specjalnego dosyć ciężko. Obniżona o jedną kondygnację podczas odbudowy powojennej. Wejście przez kamienny portal zwieńczony złotą kulą, który zdążyliście już dobrze poznać obchodząc Rynek Starego Miasta dookoła.

Sąsiedni nr 14 przez lata należał do rodziny Erlerów – znanych złotników, którzy w XVI wieku prowadzili tu zakład. Później właścicielem patrycjuszowski kupiec – Melchior Walbach. Portal wejściowy choć przetrwał wojnę to został rozebrany i odtworzony na nowo, a kamienicę pokryto bogatym w detal sgraffito.

Nr 12, podobnie jak 16, nie wyróżnia się niczym specjalnym. Masywny portal wejściowy i balkon na wysokości pierwszej kondygnacji, chodźmy dalej.

Wśród właścicieli kamienicy nr 10 same znane dla Warszawy wieków XV-XVII nazwiska: Wilkowie, Bornbachowie i Baryczkowie. Po wojnie odbudowana w stylu klasycyzmu z dekoracją profili okiennych oraz jednym z nielicznych zdobiących Rynek Starego Miasta, ale jakże wielkim balkonem. W kamienicy mieści się obecnie Dom Sztuki Ludowej Polart, który powinien przyciągnąć zagranicznych turystów, chcących zakupić polskie rękodzieło, nawiązujące do sztuki ludowej. Natomiast polskich turystów, ale i mieszkańców, zachęcam (szczególnie latem) by usiąść w ogródku piwnym Latem Bar i Restauracja. Najtaniej może nie jest (to w końcu Starówka), ale na pewno smacznie.

Dom nr 8 zdobi sgraffito w stylu muzycznym: flecista, mandoliniarz, trochę instrumentów. Niewiele osób zwraca uwagę (bo i szyld nie jest jakiś mocno przyciągający), że w środku znajduje się Metal Galeria. Jest to sklep, w którym można nabyć pracę Marcina Zaremskiego, polskiego złotnika, który projektuje i tworzy designerską biżuterię (przy tym bardzo prostą). Jego prace wystawiane były na ponad 100 wystawach na całym świecie.

Kamienica nr 6 była przez wiele lat własnością Gizów, a jej sąsiadka z nr 4 Walbachów. Odbudowane po wojnie bez większych zdobień. Jedynie nr 4 posiada sgraffito na wysokości ostatniej kondygnacji oraz latarni. Piszę o nich dwóch w jednym kontekście, bo po wojnie zaadaptowano je na salon Desy, a obecnie ich przestrzeń zajmuje Amber-Ring (nie mylić z Amber Gold). To wielki sklep z bursztynem, w którym znajdziemy niemalże wszystko. Od małych kolczyków po wielkie modele statków. Oczywiście wszystko z bursztynu, a wspomniany statek z wystawy kosztował, bagatela, kilkanaście tysięcy Złotych :). Na zakupach atrakcje się nie kończą, bowiem na wyższym piętrze jest dostępne zupełnie za darmo Muzeum Bursztynu. I to nie byle jakie. Naprawdę polecamy.

Spacer po tej stronie kończymy idąc pod nr 2. Ta kamienica przez wiele lat należała do jezuitów, ale przez wiele lat mylnie określano ją jako dom Piotra Skargi. Na tyle mylnie, że dorobił się nawet tablicy pamiątkowej przed wojną (nie odtworzonej), a po wojnie swojej twarzy wpasowanej w geometryczne sgraffito. Podobne sgraffito pokrywa wykusz od strony ulicy Celnej. Wykusze to w ogóle ciekawe formy dobudówek, gdyż pierwotnie służyły jako formy budowli obronnych, skąd można było ostrzeliwać zbliżających się przeciwników. Ten jest jednym z dwóch istniejących (a przynajmniej zachowanych) przy Rynku. W tym domu mieszkał również Franciszek Barss – patron całej strony. Od czasów skończenia wojny jest to siedziba Staromiejskiego Domu Kultury, który jak się domyślacie organizuje różne zajęcia, warszaty, ale i spotkania/koncerty.

Tym sposobem obeszliśmy cały Rynek Starego Miasta dookoła. Za ostatnią kamienicą możemy przejść albo uliczką Celną na Gnojną Górę, albo Jezuicką w kierunku placyku Kanonia. Na tym jednak spaceru nie kończymy, bo warto sobie jeszcze powiedzieć o samym Rynku jako placu i tym, co ciekawego tam znaleźć można.

Rynek Starego Miasta – plac

Zanim przejdziemy do oferty rozrywkowo-kulturalnej Rynku Starego Miasta, powiedzmy sobie jeszcze o dwóch, a w zasadzie trzech obiektach, które dotrwały do naszych czasów.

Pierwszym z nich jest pomnik Syreny dłuta Konstantego Hegla, ustawiony na środku Rynku w połowie XIX wieku, jednak przeniesiono gdzie indziej kilkadziesiąt lat później. Od roku 1999 ponownie cieszy oko mieszkańców i turystów odwiedzających Rynek Starego Miasta. Widoczny tu pomnik jest kopią ustawioną stosunkowo niedawno, zaś oryginał prezentowany jest w Muzeum Warszawy, które jak już wiecie, zajmuje całą stronę Dekerta. Co do pomnika, Syrena z tarczą i mieczem to symbol naszego miasta. Widoczna tu forma pozwoliła utrwalić wyobrażenie syreny, jaką znam dziś z herbu Warszawy.

Nieopodal pomnika znajdują się dwie żeliwne studnie-pompy, które stanęły tu wraz z pomnikiem Syreny. Pompy mają dwie charakterystyczne cechy warszawskiej małej architektury. Pierwsza to szyszka, wieńczącą każdą ze studni, a druga to lew, z którego tryskała woda. Spacerując po Warszawie na pewno jeszcze nie raz spotkacie się z wodozbiorem, którego ujście jest w paszczy lwa.

Rynek Starego Miasta, jak kiedyś, tak i dziś tętni życiem. Restauracje, bary i kawiarnie, o których pisaliśmy powyżej, gdy tylko zrobi się cieplej otwierają ogródki na Rynku. Przestrzeń placu zmniejsza się wtedy o połowę, a wokół stolików, jak w ukropie uwijają się kelnerzy i kelnerki. Latem, gdy żar daje się we znaki, wspaniale jest usiąść pod parasolem chroniącym przed słońcem i zanurzyć usta w zimnym piwie lub przekąsić coś ‘polskiego’.

Nieodłącznym elementem Rynku są wszelakiej maści artyści. Upodobali sobie to miejsce malarze, którzy na rozłożonych sztalugach prezentują dumnie swe prace. Są też i karykaturzyści, którzy za odpowiednią opłatą narysują was w krzywym zwierciadle. Ponadto magicy, sztukmistrze, kapelmajstrowie, grajkowie i aktorzy-amatorzy próbują tu swych sił, tworząc gwarny klimat, jaki charakteryzował to miejsce przez wieki.

Konieczne musimy wspomnieć o festiwalu Jazz na Starówce, który nieprzerwanie od 1994 roku (25 lat!) organizowany jest latem, właśnie na Rynku Starego Miasta. Artyści z całego świata oraz Polski dają pokazy swoich umiejętności, wypełniając staromiejskie uliczki dźwiękami jazzu. Festiwal trwa około dwóch miesięcy, podczas których co tydzień odbywają się całkowicie darmowe koncerty.

Gdy nadejdzie zima, Rynek Starego Miasta dostosowuje się również i do tej pory roku. Podobnie jak całe Stare Miasto, plac przystrajany jest iluminacją świąteczną. Kamienice mienią się wówczas różnymi kolorami. Jak za dawnych lat stają budy jarmarczne, oferujące ciepły bigos, kiełbaskę oraz kieliszek gorzałki na rozgrzanie. Na środku Rynku pojawia się natomiast nieduże lodowisko, które pozwala odczuć zimowy klimat i poszusować nieco po lodowej tafli.

iluminacja (12)

Jak widziecie Rynek to miejsce, do którego warto się udać nie tylko, gdy jest się turystą, ale również gdy się tu mieszka. To miejsce może zadziwić nawet tych najbardziej obeznanych na mieście. Rynek Starego Miasta idealnie nadaje się do zwiedzania, spacerowania, jedzenia i picia, zakupów oraz zwykłych spotkań i odpoczynku. Czy wiosna, lato, jesień lub zima, Rynek odwiedzić warto!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.