kanonia

Pierwsza jurydyka Warszawy – Dziekania

Ulica Dziekania i placyk Kanonia to miejsca, które w sto lat po założeniu miasta zaczęły odgrywać bardzo ważną rolę w życiu Warszawy. Tutaj ulokowali się wyżsi dostojnicy kościelni tworząc pierwszą warszawską jurydykę – Dziekania.

 

ulice Dziekania i Kanonia

 

Skoro wspomniałem słowo jurydyka, należy się krótkie wyjaśnienie, czym jurydyki były. Otóż były to jednostki terytorialne wyłączone spod jurysdykcji miejskiej (burmistrza i rady), a na początku XV wieku gdy powstawała jurydyka Dziekania, również spod jurysdykcji kasztelana, czyli pana grodowego. W 200 i 300 lat później stały się prawdziwym utrapieniem Warszawy, ale o tym opowiem innym razem.

Na razie mamy rok 1398, a książę Janusz I Starszy robi wszystko, aby uczynić Starą Warszawę silnym miastem, które będzie rozwijało się coraz prężniej. W tym celu należało nadać jej większego znaczenia. Książę postanowił przenieść kapitułę kolegiacką z Czerska, które wtedy jeszcze było głównym miastem tej części Mazowsza i ulokować ją przy kościele św. Jana. Tym samym podniósł go do rangi kolegiaty. Z części własnych gruntów, które ciągnęły się od zamku książęcego do kościoła św. Jana wydzielił działki dla sprowadzonych kanoników i dziekana, który stał na czele kapituły. Były to grunty wzdłuż ulicy Dziekaniej i placyku Kanonia oraz ogrody przy dzisiejszym Krakowskim Przedmieściu, na wysokości ulicy Trębackiej. Tak powstała pierwsza jurydyka Warszawy – Dziekania.

 

DSC02227

 

Przejdźmy się zatem ulicą Dziekanią. Skręcając ze Świętojańskiej przechodzimy pod dzwonnicą kościelną wybudowaną w II p XVII wieku. Północną pierzeję ulicy tak jak i kiedyś, dziś zajmuje boczna ściana katedry św. Jana. Wmurowano w nią gąsienicę niemieckiego pojazdu-miny wraz z tablicą pamiątkową, niestety błędnie opisującą to znalezisko. Rzeczona gąsienica jest zbyt mała by mogła należeć do pojazdu typu Goliath, choć z pewnością należała do jakiegoś pojazdu-pułapki.

Południową stronę zajmował niegdyś pałac dziekana. W roku 1838 został zburzony, a teren na którym stał włączono do Zamku Królewskiego. Pozostawiono jednak wschodnią oficynę, która choć mocno uszkodzona przetrwała II Wojnę Światową. Dziś mieści się w niej Muzeum Archidiecezji Warszawskiej, do którego wchodzi się przez szeroką bramę z kamiennym portalem. Nie miał tyle szczęścia dom wikariuszy, który podczas wojny został zrównany z ziemią. Dziś w tym miejscu arkadowy mur między wspomnianą oficyną, a kamienicą przy Świętojańskiej.

Chodźmy dalej. Arkadowe przejście nad ulicą, które mijamy wchodząc na Kanonią łączyło niegdyś Zamek Królewski z kościołem św. Jana i było prywatnym przejściem króla. Podobnie jak dzwonnica zostało zbudowane w XVII wieku.

Wchodzimy na ulicę Kanonią. Przejdźmy od razu na trójkątny placyk – to pierwszy warszawski cmentarz. Założony przy lokacji miasta na tyłach kościoła św. Jana był miejscem grzebania mieszkańców Starej Warszawy. Jeszcze w połowie XVIII w placu nie nazywano Kanonie tylko cmentarz farski. Ostatecznie w roku 1780 został zlikwidowany ze względów higienicznych. Pamiątką po nim jest nagrobek z roku 1771 stojący na placu od strony prezbiterium.

 

DSC02233

 

Właśnie wokół tego cmentarza na działkach otrzymanych od księcia swoje domy pobudowali kanonicy. Miały gotycką szatę aż do wielkiego pożaru Starej Warszawy w roku 1607, który strawił część domów. Odbudowane już w stylu renesansu zostały po raz drugi zniszczone, tym razem w trakcie Powstania Warszawskiego i po raz kolejny je odbudowano. Tym razem w tej samej XVII-wiecznej szacie renesansu, który tak pięknie uwidoczniony w formie attyk wieńczących fasady kamienic. Jakie ciekawostki kryją zaś same domy?

Zacznijmy od domu nr 6, leżącego u wylotu ulicy Dziekaniej. To dawna kustodia i karcer dla przestępców z wyrokiem kościelnym, ale również biblioteka, skarbiec, archiwum i kancelaria kolegiacka. Później kostnica dla topielców wyławianych z Wisły, na początku XIX w siedziba Towarzystwa Przyjaciół Nauki, aż w 1820 wykupiona przez rząd i przyłączona do zabudowań zamkowych, z przeznaczeniem na mieszkania dla służby. Ma ciekawą wypukłą fasadę z częściowo odsłoniętym gotyckim murem i dużym kamiennym portalem.

Dom nr 8 powstał z połączenia dwóch wcześniejszych kamienic zakupionych przez Stanisława Staszica z przeznaczeniem na wspomnianą wyżej siedzibę Towarzystwa Przyjaciół Nauki, czyli protoplasty Polskiej Akademii Nauk. Mieściło się tu w latach 1806-23 i miało bogate zbiory naukowe uporządkowane w postaci biblioteki. Właścicielem domu w latach późniejszych była inna wielka osobowość: poeta Artur Oppman tworzący pod pseudonimem Or-Ot. To on przechadzając się po uliczkach Starego Miasta spisywał warszawskie legendy. Obie te persony upamiętnione zostały tablicami na fasadzie dzisiejszej kamienicy.

 

DSC02234

 

W sąsiednim domu nr 10 mieszkał Jan Paweł Woronicz, dziekan kapituły i późniejszy prymas Królestwa Polskiego, a także poeta i mówca. Obok nr 12 mieszkał i zmarł Jan Chrzciciel Albertrandi – pierwszy prezes Towarzystwa Przyjaciół Nauki, redaktor „Zabaw przyjemnych i pożytecznych”, lektor i bibliotekarz która Stanisława Augusta, a po insurekcji kościuszkowskiej główny cenzor z ramienia rosyjskiego.

Ciekawy dom pod nr 18, posiadający najwęższy front na Starym Mieście, z drugiej strony dom już normalnej wielkości, a ktoś wymyślił to sprytnie unikając płacenia wysokiego szosu – podatku od szerokości działki, liczonej od strony frontu. Jest to jedyny dom zbudowany później niż wszystkie inne tutaj. Pierwotnie prowadziła tędy ścieżka do furty i baszty w murze obronnym. Współczesna kamienica zbudowana na fundamentach tej baszty, widocznych od drugiej strony.Na domu nr 20 znajduje się oryginalna tablica erekcyjna z 1611 informująca o odbudowie domu po pożarze.

W domu nr 22 mieści się dzisiaj Izba Pamięci Pułkownika Kuklińskiego, którą można odwiedzać bezpłatnie, a warto to zrobić, bo na tej małej przestrzeni zebrano mnóstwo pamiątek związanych z Kuklińskim. Jego historia została przedstawiona w filmie Jack Strong.

Ostatni narożny dom pod nr 28 mieścił na początku XX w archiwum akt starych i hipotecznych, a od roku 1915 była to własność znanego architekta – Józefa Piusa Dziekońskiego. Warto zwrócić uwagę na zachowany i odsłonięty częściowo fragment oryginalnego portalu gotyckiego z barwionej cegły – jedynej na całym Starym Mieście. Od strony ulicy Jezuickiej zachowany również wykusz z początku XVII w.

Na koniec naszej wycieczki spójrzmy jeszcze na stojący tu dzwon. Został odlany w roku 1646 przez Daniela Tyma. Był to człowiek odpowiedzialny za odlew posągu króla Zygmunta III Wazy, którego podziwiamy dziś na kolumnie na Placu Zamkowym. Dzwoń został wykonany dla Kolegiaty Bożego Ciała w Jarosławiu, ale nigdy tam nie zawisł. Rozbity dzwon odnaleziono po I Wojnie Światowej i po naprawie ustawiono na dziedzińcu Muzeum Narodowego. W roku 1972 podjęto decyzję o umieszczeniu go na Kanonii, gdzie możemy go podziwiać do dziś.

 

DSC02237

 

Dzwon ten niesamowity jest jeszcze z jednego powodu. Związany jest z legendą o ludwisarzu Danielu, jego czeladniku Hansie, córce Maryni i zakochanym w niej szewczyku Kajetanie. W wielkim skrócie to historia o nieszczęśliwej miłości zakończonej oszustwem, zbrodnią i postradaniem zmysłów. Dzwon choć niemy ponoć magiczny i pomagający w spełnieniu się życzeń. Niech nie zdziwi was zatem gdy zobaczycie turystów okrążających dzwon za pomocą różnych technik. Wszakże ile przewodników turystycznych tyle sposób by wydobyć magiczną moc z dzwonu 😊

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o